- Wiedziałam, że tak będzie - mruczy pod nosem, zakładając torebkę na ramieniu i wstając z zielonej ławeczki. Niespodziewanie ktoś zasłania jej oczy. Wystraszona łapie napastnika za rękę i przerzuca przez ramię. Dopiero gdy widzi kogo zaatakowała, na jej policzki wstępują rumieńce.
- Jack! - uśmiecha się do niego, pomagając mu wstać. - Jejku, bardzo cię przepraszam - otrzepuje ubranie szatyna z liści. Ten tylko śmieje się lekko z zadowoleniem, łapiąc jej ręce.
- Nic się nie stało, Kim - wystawia rząd białych zębów, na co dwudziestolatka przygryza dolną wargę. Zawsze tak robi, albowiem on tak na nią działa.
- Spóźniłeś się - przypomina mu po chwili. Jack drapie się po głowie, myśląc nad odpowiedzią.
- Wiem, ale chciałem dopracować naszą rocznicową randkę by była perfekcyjna - odpowiada.
- Jack, przecież wiesz, że dla mnie idealną randką było by nawet siedzenie na dachu i wycie do księżyca - chłopak śmieje się na jej słowa - wystarczy, żebym była z tobą. - splata ich palce razem.
- Następnym razem zabiorę cię na taką właśnie randkę - mówi, wskazując, w którym kierunku mają się udać. Crawford tylko śmieje się wystawiając mu język.
Idą przez kolorową alejkę nic nie mówiąc. Tylko od czasu do czasu wymieniają krótkie spojrzenia. Blondynka zastanawia się co takiego chłopak wymyślił na ich rocznicę. W końcu już spotykają się pięć lat. Stawia na kino bądź kolację u Filla - takie standardowe randki, właśnie tam się odbywają. Nie wie tylko, że ich randka będzie najbardziej niesamowitą, tajemniczą i cudowną randką jaką kiedykolwiek przeżyła.
Gdy wreszcie wychodzą z parku przed wejściem stoi czarna karoca z zaprzeczonymi czterema białymi końmi. Koło pojazdu stoi mężczyzna, który posłuży im jako szofer na dzisiejszy wieczór. Kim oniemiała na ten widok, a Jack tylko się uśmiechnął, w nadziei, że reszta randki również spodoba się Crawford. Oboje wsiadają do czarnej karocy i czekają na przejażdżkę. Najpierw jadą przez park rozrywki, potem przez rynek miasta, a na końcu zatrzymują się przy rzece. Dwudziestolatek, jak na dżentelmena przystało, wychodząc podaje rękę Kim i razem przeprawiają się przez most usiany różami i świeczkami. Towarzyszy im jedynie ballada świerszczy i szum wody. Po drugiej stronie mostu znajduję się długi korytarz ułożony z samych jasno zielonych żywopłotów. Blondynka ze łzami w oczach, przygląda się cudom jakie stworzył dla niej Brewer. Gdy wychodzą, Jack odsuwa zasłonę z bluszczu, ukazując zaciszną kotlinę, do której nie ma dostępu, ani jeden promyk słońca. Światło dają jedynie świeczki położone we wszystkich miejscach. Koło jeziora znajduje się stolik z dwoma krzesłami i jedzeniem. Gestem ręki brunet zaprasza Kim do stolika. Odsuwa jej krzesło, a następnie sam siada na przeciwko. Dziewczyna jest w niemałym szoku. Nie potrafi nic powiedzieć, co wywołuje jeszcze szerszy uśmiech na jego twarzy.
Po skończonym posiłku wstają i wychodzą z kotliny. Wolnym krokiem idą przez wydeptaną ścieżkę. Blondynka tuli się do jego ramienia, a brunet obejmuje ją w talii. Gdy docierają do małej plaży, chłopak zatrzymuje się spoglądając na Crawford.
- Ściągaj buty - mówi, ściągając swoje. Kim nie zaprzeczając zdejmuje czerwone szpilki, rzucając je w kępę trawy. Z uśmiechem bierze jego rękę w swoją, spacerując po plaży w blasku zachodzącego słońca. Jack prowadzi ją jeszcze kilka metrów, w końcu zatrzymując się i zawiązując blondynce oczy.
- Jack, co ty robisz? - pyta.
- Zaufaj mi - szepcze, ujmując jej delikatną dłoń. Po kilku minutach dochodzą do miejsca, w którym znajduje się ostatnia część randki. Zdejmuje opaskę Kim, a ta widzi ułożone serce z płatków czerwonych róż. Jest dość duże więc ją wprowadza do środka. Brewer sięga po kwiaty, dając je Crawford.
- Jesteś najcudowniejszą kobietą, jaką spotkałem w całym swoim życiu. Nie potrafię opisać jakie szczęście mnie ogarnia, gdy mam cię przy sobie, gdy widzę twój uśmiech i gdy czuję twój dotyk. Kocham cię najbardziej na świecie, Kim.
- Jack, dzisiaj nie jestem w stanie powiedzieć jak bardzo jestem szczęśliwa mając cię przy sobie. Potrafisz rozświetlić każdy pochmurny dzień, rozweselić mnie gdy mam zły humor. Jesteś zawsze gdy cię potrzebuję. Kocham cię, Jack - odpowiada, ścierając pojedyncze łzy z policzków. On również ociera swoje. Mocno przytula ją do siebie. Obejmuje ją ramionami w talii, a ona jego szyję. Trwają tak kilka dobrych minut, gdy w końcu Jack odrywa się od niej.
- Stań proszę przy rzece, tyłem do mnie - szepcze jej do ucha, co blondynka wykonuje. Podchodzi do chłodnej wody, czując jej kropelki na gołych stopach. Brunet z zarośli wyjmuje duże pudło, z którego wyjmuje mniejsze. Z uśmiechem podchodzi do niej, klękając za nią na jedno kolano.
- Mogę się odwrócić? - pyta nieśmiało.
- Tak - wzdycha, patrząc w jej oczy. Jest zaskoczona.
- Kim, znamy się już od tylu lat. Tyle raz przeszliśmy, wycierpieliśmy, żebyśmy mogli w końcu być razem. I teraz już wiem, że jesteś tą, z którą chce spędzić resztę życia. Kimmy, czy zostaniesz na zawsze moją panią Brewer? - zapytuje, oczekując reakcji dwudziestolatki. Crawford nic nie mówiąc upada obok niego na kolana.
- Tak - szepcze, ledwo słyszalnie, przytulając go do siebie. Brunet z ulgą, przyciąga ją jeszcze bliżej. Gdy odrywa się od niej, bierze jej dłoń i wsuwa prześliczny pierścionek. Z uśmiechem przyciąga ja szybko do siebie i zatapia w jej ustach. Blondynka oddaje pocałunek, trzymając ręce na jego szyi. Całują się z pasją i pożądaniem. Po kilku minutach, Brewer odrywa się od Crawford, stykając ich czoła ze sobą.
- Nigdy cię nie zostawię, Kim - szepcze.
- I nigdy cię nie opuszczę, Jack....
•••*•••
One-shot wyszedł mi nawet, nawet. Nawiedziła mnie taka słodka wena...
Po pierwsze: Bardzo, ale to bardzo przepraszam, za niedodawanie postów, za lenistwo, za brak czasu, za wszystko.
Po drugie: Nie wiem co dalej z tym blogiem. Postanowiłam, że go zawieszę dożywotnio, ale jednak postanawiam go przerobić na taki one-shot'owy blog. Zamieszczać tu będę do czasu do czasu, jakiegoś one-shot'a o Kick'u, lub o jakiejś inne parze. Mogę zbierać prośby o to jakiego byście chciały dostać one-parta. Ale poprawne funkcjonowanie tego wszystkiego będzie dopiero później. Gdzieś w granicach połowy sierpnia.
Po trzecie: Blog dobił do ponad 2,5K wyświetleń. Dziękuję bardzo za poświęcony mi czas i za to, że wchodzicie. To mniej niż mój nowy blog, ale i tak się strasznie cieszę!
Po czwarte: Ten one-shot dedykuję LEXI E., dzięki której podjęłam taką decyzję. Kocham cię laska! :*
To chyba do zobaczenia!
Ciao! :*